Tak naprawdę to mój pierwszy bochenek chleba, który upiekłam. Mam nadzieję, że kolejne będą coraz lepsze, chociaż temu dzisiejszemu nie mam wiele do zarzucenia. Dodałabym jedynie trochę więcej soli.
Przepis jest naprawdę prosty i podobno każdemu wychodzi, a chleb smakuje, jak nigdy. Przepis dostałam od dziewczyn z pracy, ale widziałam, że na internecie krąży i to w bardzo dużych ilościach, czyli musi być popularny. Jeśli ktoś się waha, to zachęcam, postaram się dokładnie opisać każdy krok więc musi się udać!
Zaczynamy... mój kocur też już nie może się doczekać.
Składniki:
0,5 kg mąki krupczatki
0,5 litra ciepłej wody
1/4 kostki drożdży
łyżka cukru
łyżeczka soli - ja dałam 3/4 i uważam, że mogłoby być więcej
0,5 otrąb owsianych lub pszennych
3 łyżki słonecznika
można też dodać dowolnie siemię lniane, sezam, mak
Wykonanie najprostsze, jakie tylko może być. Na początek zajmiemy się składnikami "mokrymi". Do miski wlewamy ciepłą wodę, dodajemy drożdże i cukier. Mieszamy, aby drożdże się rozpuściły. Do drugiej miski wsypujemy wszystkie suche składniki, czyli mąkę, otręby, ziarna, sól i mieszamy ze sobą, Następnie stopniowo wlewamy rozpuszczone drożdże w wodzie (nie czekamy, aż wyrosną). Ciasto powinno wyjść lekko lejące. W takiej postaci przelewamy do wysmarowanej masłem keksówki. Porcja ciasta wystarcza na jedną keksówkę. Piekarnik nastawiamy na 180 st. i wkładamy do zimnego jeszcze piekarnika na ok. 1,5 h. (niestety dość długo się czeka)
Mój chleb po pół godzinnym pieczeniu wyrastał już 5 cm z keksówki.
Po upieczeniu należy go od razu wyciągnąć z formy, aby odparował.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz