31 gru 2011

Chińska zupa z krewetkami

Od czasu do czasu próbuję swoich sił w kuchni przyrządzając potrawy/dania chińskie. Jakiś czas temu udało mi się przyrządzić dość dobrą, ostrą zupę chińską, dlatego teraz gdy kupowałam krewetki od razu wiedziałam, że część ich przeznaczę na zupę krewetkami. Przed gotowaniem, przejrzałam kilka przepisów na necie, aby upewnić się co do składników. Przypomniałam sobie smak i składniki zupy, którą miałam okazję jeść w chińskiej knajpce i wzięłam się do roboty...

Składniki:



  • Bulion - maił być ugotowany na kościach wołowych, niestety dostałam tylko wieprzowe, ale też okazały się dobre. Bulion dość długo gotowałam z dodatkiem pora, selera, pietruchy i marchewki oraz cebulą i 2 ząbkami czosnku. Dodałam dużo pieprzu ziarnistego. Następnie wyciągnęłam wszystkie warzywa oraz kości, aby bulion był czysty, dodałam tylko niewielką ilość gotowanej pietruszki i selera.
  • pół zielonej i czerwonej papryki
  • kapusta pekińska - skroiłam niewielką ilość, aby zupa nie była zbyt gęsta
  • krewetki - obrane, mogą być z ogonkami, kilka sztuk (8-10)
  • makaron ryżowy lub sojowy
  • sos ostrygowy - 1 łyżka
  • sos rybny - 2 - 3 łyżki
  • sos sojowy - miałam tylko ciemny i dlatego dałam tylko 1 łyżkę
  • do smaku dodałam trochę przyprawy chińskiej w proszku Kamis
  • sól, troszkę cukru, kilka kropel soku z cytryny.


Jak wcześniej wspominałam bulion należy gotować dość długo na wolnym ogniu. Po ugotowaniu należy go oczyścić, powinien mieć jasno-złoty kolor.
Paprykę należy pokroić w słupki i przesmażyć na patelni z dodatkiem oliwy. Pod koniec dodać poszatkowaną kapustę pekińską - chwilę poddusić.
Krewetki (mogą być mrożone) wkładamy do bulionu. Następnie dodajemy sosy (rybny, ostrygowy, sojowy). Na początek można dodać mniejsze ilości. Przekładamy paprykę z kapustą do bulionu, pozostawiamy na ogniu jakieś 5-10 min. Doprawiamy sokiem z cytryny, solą, odrobiną cukru. wg mnie zupa chińska powinna być przede wszystkim ostra oraz gorąca dlatego dodałam jeszcze połowę papryczki chili oraz troszkę pieprzy ceyane. Pod koniec dodałam makaron ryżowy, który wcześniej namoczyłam w ziemnej wodzie. Po 5 min. zupa była gotowa.
Przed podaniem warto posypać szczypiorkiem :)





28 gru 2011

Puszysty sernik na drożdżowym spodzie

Historia pewnego sernika...
 Następnego dnia po świętach stwierdziłam, że wcale nie najadłam się świątecznych potraw. Dlatego już w pracy postanowiłam, że zrobię paszteciki z kapustą i grzybami, podobne jakie robiłam u mamy.
Po drodze do domu kupiłam wszystkie składniki, kupiłam drożdże na ciasto, kapustę oraz pieczarki i grzyby i niemalże od razu zabrałam się do roboty.
Zaczęłam od farszu. Kapustę kiszoną namoczyłam, ugotowałam. Cebulkę pokroiłam i wrzuciłam na patelnię. Zaczęłam czyścić pieczarki. W tym czasie lekko przypiekła się cebulka. Uznałam, że nie szkodzi. Posoliłam, dodałam oliwy i chciałam ją jeszcze poddusić. Jednak gdy spróbowałam uznałam, że jest gorzka. Dlatego wyrzuciłam ją i postanowiłam skroić nową cebulkę. Miały być to przecież idealne paszteciki. Jednak, że już trochę czasu zmarnowałam to wzięłam się za ciasto drożdżowe, aby miało czas na wyrośnięcie. Ciasto dość szybko wykonałam, a dokładniej zostało wyrobione przez robota kuchennego. Odstawiłam do wyrośnięcia i wzięłam się ponownie za cebulkę. Raz jeszcze drobno ją poszatkowałam, rozgrzałam oliwę, wrzuciłam na czystą patelnię. Pieczarki szybko skroiłam i po chwili dodałam do cebulki. Tym razem się nie spaliła. Dodałam sól, jeszcze trochę oliwy; spróbowałam i wszystko wyplułam! Znowu była gorzka, ale tym bardziej gorycz była jeszcze bardziej intensywna! Po prostu ble! wyrzuciłam wszystko ponownie do kosza, a ochota na paszteciki szybko mi odeszła. Eh, niezadowolona tym razem z podbojów kulinarnych zaczęłam sprzątać. A wszystko przez tę cebulę... sama nie wiem co z nią było nie tak...
Przypomniałam sobie jednak, że ciasto drożdżowe w misce mi wyrasta... wyrosło znakomicie. Postanowiłam z niego zrobić trochę inny użytek. Miała być potrawa świąteczna, więc będzie! Szybko zmiksowałam twaróg, dodałam brązowy cukier. W lodówce miałam dobrej jakości konfiturę truskawkową. Wszystko to, złożyło się na wspaniały sernik na drożdżowym spodzie - wyszedł pyszny! :)

Tym razem, gdy się męczyłam w kuchni, kocur słodko sobie spał... pomocy daremno mogłam szukać...


Składniki na ciasto:
350g mąki
2 duże jajka 
2 łyżki roztopionego masła
1/2 szkl. mleka
20g drożdży
4 łyżki cukru (najlepszy cukier puder)
cukier wanilinowy lub olejek do ciast.

Z połowy ilości mleka, 1 łyżki cukru pudru i drożdży zrobić rozczyn - odstawić do wyrośnięcia.
Mąkę można przesiać, połączyć z cukrem. Dodać jajka, roztopione masło oraz wyrośnięty rozczyn. Wyrabiać ciasto dodając ciepłe mleko. W zależności od rodzaju mąki, może okazać się, że mleka będzie za dużo lub będzie trzeba go dodać trochę więcej.
Ciasto powinno być elastyczne i sprężyste - odstawiamy na co najmniej 40 min do wyrośnięcia.

Składniki na masę serową:
200g tłustego twarogu
2 żółtka
2 ubite na sztywno białka
3 łyżki cukru (wg uznania, ja dałam cukier brązowy)
2 łyżki masła
2 łyżeczki skrobi kukurydzanej, można zastąpić ziemniaczaną
ok. 2 łyżek mleka.

Twaróg mieliłam blenderem, aby był kremowy. Kolejno dodawałam: mleko, żółtka, masło, cukier i skrobię. Na samym końcu, tuż przed wyłożeniem na ciasto dodałam ubite białka i lekko zamieszałam.

Gdy ciasto wyrosło, przełożyłam je na blachę. Wierzch posmarowałam konfiturą z truskawek (miejscami grubiej, miejscami cieniej). Następnie wylałam masę serową. Blachę przykryłam folią aluminiową i piekłam w temp 175 st przez ok. 10 min, następnie zmniejszyłam temp. do 160 st i piekłam jeszcze ok 40 min.Gdy cisto wyciągnęłam z piekarnika środek był lekko płyny. Jednak należy je przestudzić wówczas, wszystkie składniki nabiorą odpowiedniej konsystencji.

Tutaj jeszcze gorący.

Delikatny, puszysty aż za szybko rozpływa się w ustach!













14 gru 2011

Żyworódka

Już jakiś czas temu dowiedziałam się, że moja ciocia ma cukrzycę, ku mojemu zdziwieniu choruje na nią już ładnych pare lat, ja jednak o tym nie wiedziałam. Nigdy nie widziałam aby brała leki, nie zauważyłam aby dbała jakoś szczególnie o dietę, tym bardziej nie widziałam, aby robiła sobie zastrzyk z insuliną.
I nie wierzyłam, że moja ciocia, która jest rozsądną osobą może tak bardzo lekceważyć tę chorobę - i nic w tym kierunku nie robić! Nie miałam okazji porozmawiać z ciocią, więc wypytywałam mamę. Jak się okazało, moja ciocia "leczy" się na własną rękę a do lekarza chodzi tylko na wizyty kontrolne i podobno wszystko jest ok.
Podobno zasługą tego jest żyworódka.
Moja ciocia je, robi napary z tej roślinki, która reguluje jej podobno poziom cukru we krwi.
Zaczęłam czytać więcej na ten temat. Bardzo się zdziwiłam, ale żyworódka ma naprawdę szerokie spektrum działania, po prosu roślina na wszelkie dolegliwości!
Można ją stosować na powszechne dolegliwości, jak: katar, ból głowy, stłuczenia, skaleczenia, trądzik po bardziej skomplikowane sprawy jak np. właśnie cukrzyca, angina, oparzenia skóry, bóle serca, zapalenie płuc, reumatyzm, zapalenie stawów... i długo można by było jeszcze wymieniać.
Wpisując hasło "żyworódka" w google można znaleźć naprawdę wiele informacji i opowieści osób, które stosują żyworódkę - zachęcam do zapoznania się z tą roślinką, a tym bardziej do zakupu, bądź zdobycia żyworódki.
Gdy dowiedziałam się o jej zastosowaniu - zrobiłam wszystko, aby ją mieć. Po kilku dniach z Krakowa od cioci przywędrowała do mnie roślinka :) Obecnie hoduje malutkie, mam nadzieję że mi urosną. chociaż mój kocur lubi je sobie podgryzać więc chyba ciężko im się rośnie. Oczywiście mu nie bronię, skoro roślinka ta jest naprawdę prawie na wszystko to mojemu kotkowi nie powinna zaszkodzić, no i nie szkodzi.



Ta najwyższa roślinka to lubczyk, przywieziony z ogródka mamy :) myślałam , że się nie przyjmie, ale chyba mu dobrze wśród żyworódek.

11 gru 2011

Chleb żytni na naturalnym zakwasie

Jak się okazuje upieczenie chleba na zakwasie to bułka z masłem :)
Sama się o tym przekonałam. Najbardziej czasochłonne jest przygotowanie, a dokładnie wyczekiwanie aż dojrzeje nam zakwas. Ja go zrobić, opisałam tutaj. 

Gdy mamy już gotowy zakwas, to tylko chwilę nam zajmie przygotowanie ciasta.

Poniższy chleb upiekłam mieszając mąkę chlebową lubelli (mieszana, pełnoziarnista) z mąką żytnią 720 typ. Zakwas był dość świeży, dlatego nie chciałam dawać mu dużego obciążenia, dlatego też mąkę żytnią wymieszałam z lubellą. 

Składniki:
1szkl. zakwasu
2 szkl. mąki żytniej
1 szkl. mąki chlebowej lubella
1,5 łyżeczki soli
ciepła woda

Chleba na mące żytniej nie trzeba wyrabiać w przeciwieństwie do pszennego. (mąka pszenna ma w sobie gluten, który powinien się wydobyć podczas wyrabiania). Wadą chleba żytniego jest to, że ciasto strasznie, ale to strasznie się klei. Jednak można sobie z tym poradzić.

Do miski wsypałam dwa rodzaje mąki, wymieszałam je z solą. Dodałam szklankę zakwasu i zaczęłam mieszać dolewając ciepłą wodę. Ciasto powinno być zwarte (nie lejące!). Moje idealnie odchodziło od ścianek miski, natomiast kleiło się do łyżki.

Chciałam rękoma uformować odpowiedni kształt i przełożyć do keksówki, jednak następnym razem raczej ten etap pominę, gdyż ciasto przykleja się do dłoni i nie pozwola się uformować. W keksówce wyrównałam łyżką zamoczoną w wodzie i posypałam słonecznikiem. 



Teraz chleb musi wyrosnąć. Podobno na pierwszym zakwasie (6 dniowym) chleb podnosi się w ciągu 10-ciu godzin. Ja swój chleb włożyłam do piekarnika po 4 h. (widocznie miałam mocny zakwas). Ciasto powinno podwoić swoją objętość.

po 4 godzinach


Piekłam w piekarniku nagrzanym do 190 stopni, po 15 min zmniejszyłam temperaturę do 175 st. Czas ok 40 min.






Zakwas żytni

Zaraziłam się! W pracy wszyscy, a dokładniej wszystkie dziewczyny pieką chleb. W końcu i na mnie padło. Dostałam od naszej prekursorki w pieczeniu chleba maila z dokładnym opisem, jak zrobić samemu zakwas. Obiecałam, że wezmę się za zakwas i sama upiekę chleb. Zanim to jednak nastąpiło, minął jakiś tydzień. Nazwano już mnie nawet leniuchem. Dlatego w końcu się zmobilizowałam i zrobiłam zakwas. Aby go zrobić, należy poświęcić całe 5 min, albo może nawet i mniej. Jednak zakwas musi nam dojrzewać przez conajmniej 6 dni i w tym czasie należy go dokarmiań i "pielęgnować", aby rozwinęły się w nim bakterie.

Zakwas miał być w 100% żytni, jednak jak na złość nie mogłam w okolicy dostać mąki żytniej, dlatego zaczęłam robić na mące mieszanej, chlebowej lubelli, a później dokarmiałam już mąką żytnią.



A jak robimy zakwas? Bardzo prosto...

Przygotowujemy duży słoik - 1 litrowy powinien starczyć.
Składniki: 100g  mąki żytniej (u mnie lubella) oraz ciepła woda.
Mąkę mieszamy z ciepłą wodą. konsystencja zakwasu powinna przypominać gęstą śmietanę. I tyle.

Zakwas odstawiamy w ciepłe miejsce (25-30 stopni) - ważne, aby zakwas miał ciepło, bez tego nam nie dojrzeje. Koleżanki trzymały zakwas w pobliżu kaloryfera, ja niestety ze względu na kocura nie mogłam, więc  włożyłam go do piekarnika i od czasu do czasu włączałam piekarnik na 4 min, ab trochę rozgrzać zakwasik.

Po 24 h dokarmiamy, czyli dodajemy ok. 2 łyżek mąki żytniej oraz ciepłą wodę. Całość mieszamy, konsystencja powinna nadal przypominać gęstą śmietanę.
Zakwas takim sposobem dokarmiamy przez ok. 4 dni. Codziennie mniej więcej o tej samej godzinie. Następnie powinien dojrzewać przez ok.2 dni.

Mój zakwas po pierwszym dniu rozwarstwił się, w niczym to nie przeszkadza, dokarmiłam go wymieszałam i postawiłam do ciepłego. Następnego dnia zauważyłam, że zaczął się wzburzać (lekko się spienił) i zaczął pachnieć kwasem. Kolejne dni go wzmocniły. Chleb upiekłam po 6 dniach, a zakwas był mocno kwaśny, bałam się nawet, że zbytnio mi sfermentował.

W instrukcji, jaką dostałam uprzedzano mnie, że pierwszy zakwas z reguły nawet po 6-7 dniach jest słaby i chleb może nie wyjść lub słabo wyrosnąć. Jednak mój wyszedł :) jestem z niego naprawdę dumna.



Po upieczeniu chleba, część zakwasu pozostawiamy - będzie stanowił podstawę, kolejnego. Jednak nie musimy od razu go dokarmiać. Zakwas możemy z powodzeniem trzymać w lodówce (podobno nawet przez 3 tyg.). Gdy zechcemy upiec chleb to zaczynamy go dokarmiać i trzymamy w cieple.


10 gru 2011

Zupa ogórkowa

Któż nie lubi zupy ogórkowej? Kwaśnej, orzeźwiającej ze słodkim posmakiem śmietany... mmm.
Dlatego może bez zbędnego gadania, od razu bierzmy się do roboty. Zupę ugotowałam na kościach schabowych (heh strasznie nie lubię tego określenia - zupa na kościach, ale to chyba normalne?)

Potrzebne:
gnaty schabowe :) im więcej mięska przy nich tym lepiej - miałam jakieś 40 dag
2 skrzydełka
warzywa: 2 pietruszki, kawałek selera, 2 marchewki, 2 większe ziemniaki
6 - 8 średnich ogórków (kwaśnych, słonych)
ziele angielskie, 3 liście laurowe, pieprz, sól
obowiązkowo koperek - bez niego to nie jest to!
słodka śmietana 18%

Do dzieła:
Kości, oczywiście przed włożeniem do garnka należy umyć, skrzydełka również. Zalałam mięso gorącą wodą i na wolnym ogniu gotowałam jakieś 5-7 min. Następnie wylałam tę wodę. Wlałam ponownie do garnka wodę, przykrywając kości. Po 10 min., dodałam warzywa (prócz ziemniaków), przekrojone wzdłuż oraz ziele ang., pieprz i liście laurowe. Całość się gotowała na wolnym ogniu jakieś 40 min. W między czasie należy oczyścić wywar z szumu, który się tworzy na wierzchu.
Ogórki należy zetrzeć na tarce (oczka jarzynowe). Z wywaru wyciągnęłam kości i skrzydełka oraz warzywa. Teraz dodałam ziemniaki pokrojone w kostkę. Obrałam mięso i kilka kawałków wrzuciłam do garnka. Warzywa (nie wszystkie bo byłoby za dużo) też pokroiłam w kostkę i dodałam do wywaru. Całość gotowała się powoli jeszcze jakieś 10 min. Na końcu dodałam ogórki. Ważne aby stopniowo je dodawać, bo może okazać się, że zupa wyjdzie za słona, gdy ogóry będą wręcz przekiszone :)

Ja właśnie miałam mocno kiszone ogórki i okazało się, że zupa wyszła słona... ale nic straconego. Wrzuciłam do garnka całego ziemniaka przekrojonego wzdłuż (oczywiście obranego) po paru min. ziemniak pochłoną nadmiar soli.

 Na koniec należy doprawić jeszcze pieprzem, dodałam też trochę magi w płynie i najważniejsze - duuużo koperku!







7 gru 2011

Drożdżowe puszyste bułeczki

Sukces! Jestem z siebie naprawdę dumna, ponieważ zawsze chciałam upiec puszyste bułeczki, ale po poprzednim razie, gdy zamiast bułek wyszły mi małe gumowe placuszki przez długi czas nie miałam odwagi, aby ponownie wziąć się za pieczenie bułek. Na szczęście się udało. Z pewnością nie będą to moje ostatnie bułki, będę próbowała zmieniać przepis, ulepszać, aby dojść do perfekcyjnego przepisu. A jak na razie poniżej podaję dzisiejszy...

Przygotujcie:
3 szkl. mąki - użyłam typu 405
1 szkl. ciepłego mleka
90g masła
1 jajko i 1 żółtko
20g drożdży
2 łyżki cukru pudru
1/2 łyżeczki soli

Przed pieczeniem bułki posmarowałam lekko rozkłóconym białkiem wymieszanym z łyżką słodkiej śmietanki 18% oraz posypałam wanilią

Będą buły!

Wykonanie:
Na początku robimy rozczyn z drożdży, ciepłego mleka, łyżki cukru pudru i odrobiny mąki. Mąkę należy przesiać i pozostawić ją w mice. Do miski dodajemy pozostałą ilość cukru, soli. Dodajemy resztę składników. Ważne, aby były w temp. pokojowej. Wszystko razem mieszamy - nie zapominamy dodać wyrośniętego rozczynu. Ciasto pozostawiamy w misce i odkładamy w ciepłe miejsce na ok. 30 min do wyrośnięcia. Powinno mniej więcej podwoić swoją objętość. Następnie ciasto wykładamy na stół posypany mąką, lekko "odgazowujemy ciasto". Rozciągnęłam ciasto wałkując je dłońmi. Następnie ucinałam nożem kawałki i robiłam z nich kulki, które wkładałam do formy muffinkowej - świetnie się sprawdziła do pieczenia bułek. Bułeczki odstawiłam jeszcze na 15 min do wyrośnięcia, a w tym czasie przygotowałam nadzienie.

Na zdjęciu widać wyrośnięte już bułeczki - teraz do pieca!

Wymieszałam konfiturę z płatków róży z marmoladą wieloowocową. Następnie przełożyłam nadzienie do szprycy i w ten sposób nadziewałam bułeczki. Piekły się 30 min. w 165 st.






Zapomniałam wspomnieć, że do ciasta dodałam szczyptę kurkumy... chyba trochę niedokładnie wymieszałam bo widoczne są plamki :)

4 gru 2011

Zupa mleczna z lanymi kluseczkami

O tak! Z pewnością jest to danie, które kojarzy mi się przede wszystkim z dzieciństwem :) Zawsze lubiłam wszelkiego rodzaju zupy mleczne, kaszki, owsianki, dlatego też zupę mleczną z lanymi kluseczkami często jadałam na śniadania, a dodatek chleba z dżemem z czarnej porzeczki, który również był robiony przez moją mamę uzupełniał całość i wspaniale smakował. Jeśli wstajecie z rana, na dworze jest zimno, a w brzuchu zaczyna wam burczeć, to nic tak nie rozgrzewa jak gorąca mleczna zupa :)

Wykonanie:
W garnuszku z grubym dnem podgrzewamy na małym ogniu mleko. (u mnie dwa kubki pełnego mleka). Do mleka dodajemy łyżkę masła, aby zupa miała maślany posmak, oraz była bardziej treściwa. W kubeczku dokładnie wymieszałam jedno żółtko z mlekiem i mąką. (tym razem, chciałam, aby kluseczki były bardziej miękkie więc białko ubijałam na sztywno i na koniec dodałam do masy z żółtkiem). W zależności ile planujecie zrobić kluseczek tyle dodajecie mąki i mleka do żółtka. U mnie ciasto zajęło pół kubka, konsystencje miało gęstej śmietany. Na końcu dodałam odrobinę soli i cukru i wymieszałam z ubitym na sztywno białkiem. Ciasto zrobiło się puszyste i było lejące. W tym czasie mleko zaczęło się gotować. Łyżeczką wlewałam powoli ciasto na gotujące się mleko. Uwaga trzeba uważać, aby mleko nie wykipiało. Całość doprawiłam jeszcze odrobinką cukru i soli. Zupa była pyszna!


Muffiny pomarańczowe z otrębami

Gdy nachodzi mnie ochota na coś małego, na coś słodkiego od razu biegnę do kuchni i robię muffinki. Tym razem postanowiłam zrobić pomarańczowe muffiny. Szybki przegląd szafek, czy wszystkie składniki są... niestety okazało się, że mąki może być za mało, ale nic straconego - znalazłam otręby.
Wykonanie zajęło mi oczywiście 2 min. Tak jak zwykle połączyłam suche składniki razem, mokre w osobnej misce, a później łączyłam suche z mokrymi mieszając drewnianą łyżką.


Składniki:
1 szkl. mąki krupczatki (może też być zwykła)
1 jajko - klasa L
1/2 szkl. otrębów pszennych - takie miałam, chociaż owsiane chyba byłyby lepsze
1/2 szkl. oleju
1/2 szkl. kefiru
płaska łyżeczka proszku do pieczenia
opakowani cukru wanilinowego
3 łyżki cukru
otarta skórka z jednej pomarańczy
sok z połówki pomarańczy - jeśli ciasto jest zbyt gęste można dodać więcej soku.

Wyszły puszyste, a dzięki otrębom są również bardziej sycące i zawierają dużo błonnika.



Makaron al'a carbonara z mandarynkową nutą

Często wymyślam dania z pozostałości, które zalegają w szafkach czy w lodówce. Tym razem było podobnie. W szafce miałam 3 rodzaje napoczętego makaronu, każde opakowanie zawierało jedynie odrobinę makaronu. W lodówce zalegała mi od dłuższego czasu śmietanka. Od razu przyszła mi na myśl carbonara. A ze względu na to, że miałam również dwa napoczęte serki topione to postanowiłam zrobić makaron carbonara z serkiem topionym, tak jak kiedyś nauczyła mnie moja koleżanka jeszcze w czasie studiów.
A że zawsze dodaję coś od siebie, to tym razem do sosu dolałam sok z mandarynki - i to było całkiem dobry pomysł :)

Składniki:
ok. 350g makaronu
średnia cebula
duży ząbek czosnku
100g wędzonego boczku
5 plasterków szynki
serek topiony - 100g
śmietanka 18% - ok 150 ml
sok z 2 mandarynek
sól, pieprz, natka pietruszki

Przygotowanie:
Boczek kroimy w cienkie paseczki i podsmażamy na suchej patelni na złoto. Następnie odkładamy boczek na talerz, a na pozostałym tłuszczu podsmażamy szynkę. Dodajemy drobno pokrojoną cebulkę oraz czosnek przeciśnięty przez praskę. Całość dusimy przez ok 10 min na wolnym ogniu. Następnie dodajemy serki topione i dolewamy śmietankę. Całość mieszamy, aby dokładnie wszystko się połączyło. Na tym etapie dodajemy sok z mandarynki. Stopniowo go dodawałam, ale wciąż było mi go mało więc w sumie dodałam sok wyciśnięty z dwóch dojrzałych mandarynek. Przyprawiłam jeszcze solą i odrobiną pieprzu oraz dodałam natkę pietruszki.