29 lis 2011

Tradycyjna zupa pomidorowa

Moja mama gotowała w domu głównie tradycyjne potrawy. Na takich daniach zostałam wychowana i takie też uczyłam się gotować. Zupa pomidorowa często gościła u nas w domu, gdyż była naszą jedną z ulubionych.
Niestety nigdy nie udało mi się odtworzyć identycznego smaku zupy pomidorowej mojej mamy, choć krok po kroczku zawsze wszystko robię tak jak ona. Mimo wszystko zupa wyszła całkiem dobra, prosta, tradycyjna, po prostu pomidorowa.

Bulion:
3 duże ćwiartki
2 marchewki
2 pietruszki
kawałek selera i kawałek pora
kilka ziarenek ziela angielskiego i pieprzu

później:
koncentrat pomidorowy
sól, pieprz, magi
makaron - kupiłam wyjątkowo makaron "świeży". Należy go szukać w delikatesach w lodowkach, niby domowy, rzeczywiście był smaczny..



Bulion ugotowałam sobie z rana, dość długo się gotował na wolnym ogniu. Pod koniec zebrałam oczka tłuszczu, które się wygotowały (tak naprawdę nigdy tego nie robiłam, ale ostatnio czytałam, że oczka powinno się zbierać... sama nie wiem czy to było dobre posunięcie... hmmm)

Z bulionu wyciągnęłam warzywa oraz ćwiartki. Mięso obrałam (jak zwykle podsmażyłam kawałki mięsa na suchej patelni dodałam sól, oregano i wykorzystałam do grzanek, które podałam wraz z zupą)
Dodałam koncentrat pomidorowy, przyprawiłam "magi" solą i pieprzem, dodałam odrobinę śmietanki słodkiej i zaciągnęłam zupę odrobiną mąki.
Przed podaniem dodałam pietruszkę, która dodała fajnego aromatu.


Muffinki bardzo czekoladowe

Lubię ciasta, babeczki czy też muffinki mało słodkie z wyraźnym posmakiem gorzkiego kakao. Dlatego, też zdecydowałam się trochę poeksperymentować i zrobić muffinki, które będą maksymalnie czekoladowe (jednak bardziej czekoladowe niż kakaowe), mało słodkie i wprost idealne do kawy. Szczerze, ciasto wyszło fantastyczne, ale chyba przekombinowałam z nadzieniem. Za każdym razem obiecuję sobie, że zrobię muffinki z marmoladą, albo nadzieniem owocowym, a jak przychodzi co do czego to zaczynam wymyślać i później tego są takie skutki. Tzn. środek nie był aż tak kiepski, ale jednak mógłby być bardziej gęsty, ponieważ przy pieczeniu część wypłynęła górą :/ moim zdaniem owocowe nadzienia są najlepsze!

Składniki suche ciasta czekoladowego:
1 szkl. mąki
1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
1/4 łyżeczki sody
szczypta soli
łyżka cukru pudru
3 łyżki ciemnego kakao
jako dodatkowy składnik dodałam 2 łyżeczki ziarenek wanilii - poniżej zdjęcie










Składniki mokre ciasta czekoladowego:
2 jajka
180g jogurtu naturalnego
60g gorzkiej czekolady
60g masła
2 łyżki wody
aromat waniliowy

Wykonanie:
Wykonanie jest muffinkowe, czyli składniki suche łączymy ze sobą. Następnie w osobnej misce łączymy składniki mokre, a na końcu mokre łączymy z suchymi. Tutaj pojawia się jednak małe utrudnienie ze składnikami mokrymi. Masło wraz z czekoladą należy najpierw rozpuścić na małym ogniu. Gdy całość trochę przestygnie łączymy z jajkami i jogurtem naturalnym.

Ze względu na to, że mam tylko małe foremki do muffinek, a nie chciało mi się tym razem poświęcać wiele czasu na pieczenie, więc muffinki upiekłam w ceramicznych, starodawnych kubeczkach do grzańców, które fenomenalnie się sprawdziły :)



Muffinki piekły się 35 min. w 160 stopniach.





Na końcu może wspomnę o moim wymyślnym nadzieniu, które stanowi kleik ryżowy wraz z serkiem homogenizowanym waniliowym. W smaku było całkiem dobre, jednak musiałam dać za mało kleiku, dlatego też mi wypłynął... polecam owoce :)

26 lis 2011

Szarlotka z orzechami

Najbardziej chyba lubię ciasta z jabłkami. Czy to będzie kruche ciasto, czy ucierane, dodatek jabłek i cynamonu sprawia, że mogłabym objadać się nim do ostatniego okruszka.
Ostatnio naszła mnie właśnie ochota na ciasto z jabłkami. Od samego rana zastanawiałam się jakie ciasto z jabłkami tym razem zrobić. Po południu wszystko już było jasne, a to dlatego, że podczas spaceru zebraliśmy sporo orzechów laskowych - połączenie jabłek i orzechów wydało mi się idealne! I wcale się nie myliłam :)

Kruche ciasto:
2 szkl. mąki krupczatki
1/2 szkl.cukru
3 żółtka
płaska łyżeczka proszku do pieczenia
pół kostki masła 100g
3 łyżki kwaśnej śmietany

Nadzienie:
3 duże jabłka
1 łyżeczka miodu
cynamon
sok z połówki cytryny

Kruszonka:
orzechy laskowe - ok. 3/4 szkl.
1/4 kruchego ciasta
2 łyżki cukru

Z podanych składników zagnieść ciasto. Białka należy oddzielić od żółtek i pozostawić je w głębokiej misce - później jeszcze się przydadzą. Ciasto najlepiej odstawić choć na chwilę do lodówki, a w tym czasie można zająć się jabłkami.

Jabłka należy obrać, gniazda z nasionami usunąć, resztę pokroić w kostkę. Jabłka wrzucamy do garnuszka, dodajemy miód i sok z cytryny. Dusimy na wolnym ogniu przez ok. 10 min. Na koniec dodajemy cynamon.

Ciasto wyciągamy z lodówki. 1/4 ciasta należy odłożyć do kruszonki. Ciasto najlepiej chyba rozwałkować i wyłożyć nim formę do tarty. Następnie wykładamy na ciasto jabłka. Ubijamy na sztywno białka z dodatkiem  szczypty soli i łyżeczką cukru.
Do ciasta, które odłożyliśmy dodajemy uprażone wcześniej orzechy laskowe i cukier. (orzechy włożyłam do grubego worka foliowego i pokruszyłam przy pomocy wałka do ciasta, następnie uprażyłam na suchej patelni)
Pianę z białek posypujemy orzechową kruszonką i całość wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 170 stopni. Po 10 min należy zmniejszyć temperaturę do 150 stopni i piec jeszcze przez 30 minut.

Ciasto fantastycznie pachnie, a smak jabłek wraz z prażonymi orzechami zadowoli każdego! Podawałam lekko ciepłe udekorowane łyżkę gęstego jogurtu greckiego.





Pizza a la tarta grzechu niemal warta

Przyszła pora kolacji. Zastanawiałam się co tym razem zjemy. Miałam ochotę na tartę. Spojrzałam do lodówki co mogę do niej włożyć. Hmm znalazł się tuńczyk, kilka brukselek, oczywiście por i cebulka. Znalazłam też rozpoczęte drożdże, które już same prosiły się o wykorzystanie. Pomyślałam więc, że zrobię ciasto na pizze, ale z farszem na tartę, którą kiedyś już miałam okazje robić. Całość bardzo fajnie wyglądała, a co najważniejsze smakowała :)

Ciasto: (ilość do wyłożenia jednej formy na tartę)
1,5 szkl. mąki pszennej
150 ml ciepłej wody
25g drożdży
łyżeczka cukru
łyżeczka soli

Mąkę wysypałam na stół dodałam sól, drożdże rozpuściłam w niewielkiej ilości wody z dodatkiem cukru (nie czekałam aż wyrosną). Stopniowo wlewałam do mąki rozpuszczone drożdże, następnie dodawałam pozostałą wodę. Ciasto wyszło luźne, szczerze mówiąc pojawiły się u mnie nawet grudki. Przełożyłam je do miski i odstawiłam w ciepłe miejsce, czyli do piekarnika, który nagrzałam do 30 stopni i zaraz wyłączyłam. U mnie w kuchni o tej porze roku jest chłodno i ciasto drożdżowe z pewnością by mi nie wyrosło bez dodatkowego ciepełka.
Zajęłam się nadzieniem, a ciasto sobie wyrastało.

Nadzienie:
1 por (skroiłam jakieś 10cm białe części)
1 średnia cebulka
puszka tuńczyka w kawałkach (użyłam w sosie własnym)
ok 70 ml śmietanki 18%, lałam na oko, ale 70ml powinno być ok
jajko
2 łyżki mąki kukurydzianej, można zastąpić pszenną
brukselka, ser mozzarella, suszone pomidory, koperek
sól, pieprz

Por i cebulkę pokroiłam dość drobno, przesmażyć na maśle. Następnie przełożyłam je do miseczki. Na tą samą patelnie wrzuciłam tuńczyka (zalewę odlałam) i podsmażyłam go przez jakieś 10 min na średnim ogniu.
Do miski z cebulka i porem wlałam śmietankę i dodałam jajko oraz mąką, całość przyprawiłam solą i pieprzem i dokładnie wymieszałam. Wcześniej ugotowałam brukselkę.

Ciasto w ciepłym piekarniku podwoiło swoją objętość. Stół wysypałam mąką i wyłożyłam ciasto, "odgazowałam je" i uformowałam rękoma w kształt koła. Przełożyłam na wysmarowaną formę pozostawiając dość dużo ciasta na brzegach. Na całość wylałam cebulkę z porem, na to tuńczyka i brukselkę. Następnie brzegi pozawijałam do środka i w takiej postaci włożyłam do piekarnika nagrzanego do 175 st.



Po ok 20 min całość posypałam koperkiem, serem mozzarela i pokrojonymi suszonymi pomidorami. Całość piekłam jeszcze przez jakieś 15 min. do czasu aż brzegi ciasta ładnie się zarumieniły. Warto również spojrzeć czy spód też jest rumiany. Jeśli tak to nie ma na co czekać, można się objadać :)



24 lis 2011

Tarta z porem, boczkiem... i wszystkim tym co znalazłam w lodówce

Od jakiegoś czasu przywykłam do pieczenia tary na kolację. Mam nadzieję, że z biegiem czasu pojawi się na moim blogu wiele pomysłów na przyrządzenie tart. Najbardziej podoba mi się to, że za każdym razem wychodzi inna, bo co rusz dodaję do niej inne składniki. Przepis na ciasto tak naprawdę robiłam na oko, ponieważ chciałam zrobić małą ilość ciasta na jeden raz, więc pomyślałam, że ciast z 1 szkl. mąki będzie odpowiednie. Po pierwszym razie stwierdziłam, że jednak ciasto mogłoby być grubsze więc przy kolejnej okazji zrobiłam ciasto z 200g mąki i ilość okazała się odpowiednia. Poniżej jeden z moich pomysłów na przyrządzenie tarty.
Aha, ja mimo wszystko robię ciasto z jajkiem i odrobiną proszku do pieczenia, uważam że jest lepsze.

Ciasto:
200g mąki pszennej, może też być krupczatka (1 i 1/3 szkl.)
ok. 100g masła
żółtko
szczypta soli
1/4 płaskiej łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżki gęstej śmietany

Farsz:
1 średni por - tylko biała i jasno zielona część
2 średnie cebulki
kilka plastrów wędzonego boczku, u mnie 100g na pewno
dodałam też szynkę
150ml śmietanki 18%
1 żółtko
2 łyżki mąki kukurydzanej (pszenna z powodzeniem ją zastąpi)
białko wraz z pozostałym białkiem z ciasta należy ubić na sztywno
opcjonalnie: brukselka, suszone pomidory, koperek, ser

Wykonanie:
Ciasto po prostu zagnieść. Jeśli nie śpieszy Ci się z wykonaniem, możesz włożyć do lodówki.
Por należy drobno poszatkować, cebulkę również. Najpierw podsmażam por na oliwie po 5-10 minutach dodaję cebulkę, solę i smażę tak długo aż całość będzie miękka. Na drugiej patelni podsmażam boczek (boczek rumienię tak bardzo jak tylko się da) dodaję szynkę i razem jeszcze trzymam przez chwilę na patelni. Gdy cebulka z porem przestygną przekładam je do miski. Dodaję żółtko, śmietanę, sól, pieprz oraz mąkę i wszystko dokładnie mieszam.
Ciasto należy rozwałkować, przełożyć do formy na tartę. Dno zawsze nakłuwam widelcem, ponieważ podczas pieczenia zawsze się podnosi. Najpierw do piekarnika wkładam samo ciasto i piekę do delikatnego zarumienienia. Następnie na gorące ciasto wlewam farsz (cebulkę, por ze śmietaną i jajkiem), do którego przed samym przełożeniem dodaję ubite na sztywno białka. Na farsz kładę podsmażoną szynkę oraz boczek. Jeśli dodajecie brukselkę należy ją najpierw ugotować w małej ilości wody z dodatkiem soli i cukru. Całość posypuje koperkiem oraz serem. W lodówce znalazłam jakąś 1/4 torebki ugotowanej kaszy gryczanej więc ją również dodałam :) Piekę w termoobiegu w 170 st. aż ser się rozpuści, a brzegi ciasta ładnie się zrumienią... hmm, po opisaniu tego wszystkiego znów zgłodniałam!




Chleb na drożdżach, który zawsze wychodzi

Tak naprawdę to mój pierwszy bochenek chleba, który upiekłam. Mam nadzieję, że kolejne będą coraz lepsze, chociaż temu dzisiejszemu nie mam wiele do zarzucenia. Dodałabym jedynie trochę więcej soli.
Przepis jest naprawdę prosty i podobno każdemu wychodzi, a chleb smakuje, jak nigdy. Przepis dostałam od dziewczyn z pracy, ale widziałam, że na internecie krąży i to w bardzo dużych ilościach, czyli musi być popularny. Jeśli ktoś się waha, to zachęcam, postaram się dokładnie opisać każdy krok więc musi się udać!

Zaczynamy... mój kocur też już nie może się doczekać.


Składniki:
0,5 kg mąki krupczatki
0,5 litra ciepłej wody
1/4 kostki drożdży
łyżka cukru
łyżeczka soli - ja dałam 3/4 i uważam, że mogłoby być więcej
0,5 otrąb owsianych lub pszennych
3 łyżki słonecznika
można też dodać dowolnie siemię lniane, sezam, mak

Wykonanie najprostsze, jakie tylko może być. Na początek zajmiemy się składnikami "mokrymi". Do miski wlewamy ciepłą wodę, dodajemy drożdże i cukier. Mieszamy, aby drożdże się rozpuściły. Do drugiej miski wsypujemy wszystkie suche składniki, czyli mąkę, otręby, ziarna, sól i mieszamy ze sobą, Następnie stopniowo wlewamy rozpuszczone drożdże w wodzie (nie czekamy, aż wyrosną). Ciasto powinno wyjść lekko lejące. W takiej postaci przelewamy do wysmarowanej masłem keksówki. Porcja ciasta wystarcza na jedną keksówkę. Piekarnik nastawiamy na 180 st. i wkładamy do zimnego jeszcze piekarnika na ok. 1,5 h. (niestety dość długo się czeka)


Mój chleb po pół godzinnym pieczeniu wyrastał już 5 cm z keksówki.
Po upieczeniu należy go od razu wyciągnąć z formy, aby odparował.











21 lis 2011

Budyniowy deser

Wieczorami często nachodzi mnie ochota na coś słodkiego. Jesienną bądź zimową porą tego typu zachcianki zaspokajam budyniowymi deserami :)  Uwielbiam budyń pod każdą postacią, ale aby nie był to tylko zwykły budyń zawsze dodaje coś od siebie. Są to naprawdę przeróżne rzeczy od owoców i czekolad zaczynając kończąc na otrębach, serkach i ciastkach.
Myślę, że stopniowo pojawi się tutaj wiele moich propozycji podania budyniu. Poniżej pierwsza z nich :)


Sposób przyrządzenia:
Budyń ugotowałam na 1,5 szklance mleka. Cukier oczywiście wg uznania, ja dałam 3 łyżeczki - uznałam, że budyń wyszedł trochę za słodki, dlatego postanowiłam dodać jogurt naturalny. Czyli po wyłożeniu budyniu do pucharka poczekałam, aż trochę przestygnie i na wierzch położyłam łyżkę jogurtu naturalnego. Na jogurcie znajduje się jeszcze homogenizowany serek malinowy. Całość skropiłam odrobiną soku różanego. Z poprzedniego pieczenia tortu pozostał mi jeden płat czekoladowego biszkoptu. który zamroziłam. Wyciągnęłam więc go teraz i wykroiłam trójkąciki, którymi udekorowałam jeszcze deser.
Mój kaprys na słodkie został w pełni zaspokojony.

20 lis 2011

Kruche rogaliki bo na smalcu

Przepis nie jest wyszukany. Składniki są... po prostu zwyczajne.
Ale efekt końcowy wart jest ryzyka.
Ryzyka? Tak, ponieważ wielu osobom, jak wspominałam, że będę robiła rogaliki na smalcu to słyszałam opinie w stylu: ja bym sobie darowała, dziwny ten przepis. Reakcje takie zapewne były ze względu na to, że w składzie jest smalec. Polecam wykonanie tych rogalików, a już na pewno na stałe zagoszczą u was w domu :)

Składniki:
4 szkl mąki krupczatki
2 jajka
3/4 kostki drożdży
1/2 szkl mleka letniego
1/4 szkl cukru (można więcej)
200g smalcu

Z połowy ilości mleka odrobiny cukru i drożdży robimy rozczyn i odstawiamy do wyrośnięcia.
Mąkę i cukier wysypujemy na stolnicę, robimy dołek na środku i wbijamy jajka. Wkrawamy smalec i zagniatamy ciasto, na końcu dodajemy wyrośnięty rozczyn. Ciasto powinno być sprężyste i nie kleić się do rąk. Ciasto włożyłam do miski i przykryłam ściereczką, aby wyrosło. W tym czasie przygotowywałam nadzienie. Ja akurat robiłam rogaliki z makiem i nadzieniem różanym.

Nadzienie makowe:
Tutaj dużo się nie napracowałam, podstawą był gotowy mak z puszki, ale jeszcze go przyprawiłam.
Przede wszystkim dodałam sporą ilość uprażonych orzechów laskowych, skórkę pomarańczową, 3 łyżki brandy oraz okruchy z herbatników. Całość dokładnie wymieszałam i już.

Nadzienie różane:
Ze względu na to, że konfitura z płatków róży jest bardzo słodka musiałam połączyć ją z innym dżemem. U mnie konfitura śliwkowa w połączeniu z konfiturą z płatków róży.

Przez ten czas gdy robiłam nadzienie, ciast wcale dużo nie wyrosło. Podzieliłam je na 4 części i po kolei każdą z nich rozwałkowałam, wycinałam trójkąty i zwijałam rogale.
Rogaliki rosły na blaszce jeszcze przed wstawieniem ich do piekarnika.
Piekły się ok 20 min w 160 st.

Po upieczeniu i wystygnięciu posmarowałam je lukrem z soku cytryny i cukru pudru oraz posypałam prażonymi orzechami laskowymi. Wyszły wyśmienite!


P.S. Polecam też rogaliki z budyniem w środku :)

Murzynek muffinek z konfiturą z płatków róży

Murzynek to chyba jedno z najpopularniejszych polskich domowych ciast. Niestety moja mama często nie piekła tego ciasta, za to sąsiadka regularnie piekła murzynki :) a tak naprawdę każde jej ciasto było murzynkiem, ponieważ było spalone... mówiła wówczas, że ma być ciemne bo to murzynek. Z dzieciństwa więc pamiętam murzynkowy smak przypalonego ciasta. Już dość dawno temu do pracy koleżanka przyniosła murzynka. Ku mojemu zdziwieniu było to po prostu pyszne ciasto. Kolejnego dnia miałam już przepis spisany na karteczce, którą schowałam w domu między książki. Przepis ten przewędrował ze mną przez conajmniej 3 przeprowadzki, jednak teraz gdy był potrzebny - przepadł! Pamiętałam tylko, że margarynę należy rozpuścić w garnuszku i następnie do tłuszczu dodawało się pozostałe składniki. Zaczęłam przeszukiwać sieć w poszukiwaniu podobnego przepisu. A z racji tego, że bywam czasem leniwa to ułatwiłam sobie zadanie i podstawą mojego murzynka był przepis mojej mamy na muffinki. Ciasto robi się w mgnieniu oka, wychodzi puszyste i zarazem wilgotne i co najważniejsze, dzięki konfiturze z płatków róży niewiarygodnie pachnie!

Ciasto:
2 jajka
1/2 szkl. roztopionego masła
180g  jogurtu naturalnego (można zastąpić kefirem lub maślanką)
4 pełne łyżeczki konfitury z płatków róży
kilka kropel aromatu cytrynowego
2 łyżki mleka jesli ciasto wyjdzie za gęste

2 szkl. mąki
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
1 płaska łyżeczka sody oczyszczonej
3 kopiaste łyżki kakao
1/2 szkl. cukru (ja dała nawet nieco mniej ponieważ nie lubię słodkich ciast, a konfitura z płatków róży na prawdę była słodka)

*tabliczka gorzkiej czekolady

Składniki mokre łączymy razem w jednej misce. Jajka delikatnie tylko roztrzepałam i po kolei dodawałam resztę mokrych składników. Składniki suche wymieszałam w drugiej misce i następnie do mokrych stopniowo dodawałam suche. Aby ciasto było jeszcze bardziej czekoladowe pokruszyłam pół tabliczki czekolady i dodałam do ciasta. Całość wyłożyłam do keksówki (25cm) i wrzuciłam do pieca nagrzanego do 160 st. na 40 min. A oto efekt mojej pracy, chociaż przy tym cieście nikt się nie napracuje.

























Na zdjęciu widać słoiczek konfitury z płatków róży, który użyłam do ciasta, polecam!





19 lis 2011

Francuska zupa cebulowa (po mojemu)

Już od jakiegoś czasu planowałam ugotować zupę cebulową. Kilka miesięcy temu miałam okazję jeść zupę cebulową niby francuską i zdecydowanie bardziej mi smakowała, niż typu "krem". Jak zwykle to bywa przyjrzałam się kilki  przepisom, które odnalazłam w sieci. Zapamiętałam podstawowe składniki i do dzieła!
Oczywiście w trakcie gotowania okazało się, że i tak połowę rzeczy nie mam, kilka składników dodałam od siebie, dlatego też nazwałam ją "po mojemu"... ale najważniejsze, że wyszła przepyszna!

Składniki:
Bulion:
2 duże ćwiartki z kurczaka
włoszczyzna (kawałek pora i selera, 2 marchewki, 2 pietruszki)
ziele angielskie, liść laurowy, sól pieprz

4 średnie cebule
2 małe czerwone cebulki
1 szkl. białego wina (u mnie półsłodkie, lekko ziołowe, chociaż miało być wytrawne)
bagietka do grzanek
masło
mąka

Z samego rana ugotowałam bulion z powyższych składników. Dodałam sporą ilość ziela angielskiego i 4 liście laurowe. Po ugotowaniu wyciągnęłam warzywa i ćwiartki do przestygnięcia. Uwielbiam warzywa z rosołu, dlatego część od razu zjadłam :) aby w zupie było trochę koloru skroiłam jedną marchewkę, kawałek pietruszki i selera i wrzuciłam do gara.

Cebulę dość drobno skroiłam. Na patelni rozgrzałam dwie łyżki klarowanego masła i wrzuciłam cebulę, dodałam sól. Smażyłam dość długo (30 min. na pewno). Cebulka powoli nabierała kolorów na patelni. Nie może się przypalić, ale powinna zrobić się złota. Gdy już się zarumieni dochodzimy do mojej ulubionej części, czyli wlewamy wino :). Nie pożałowałam, wlałam do cebuli całą szklankę wina i całość dokładnie wymieszałam. Alkohol musi odparować, cebulę z winem dusiłam ok. 5 min. Następnie wsypałam 1 łyżeczkę mąki, dokładnie wymieszałam i całość przełożyłam do garnka z bulionem. 
Całość przyprawiłam jeszcze solą i pieprzem.

Zupa gotowa!

Ale nie była bym sobą, gdybym czegoś jeszcze nie wymyśliła.
Do zupy miały być grzanki... hmm ale czegoś mi jeszcze brakowało.
Najlepsze kawałki mięsa z ćwiartek odłożyłam, więc teraz je pokroiłam i wrzuciłam na patelnię.
Podsmażyłam je na złoty kolor, dodałam również pietruszkę i seler z bulionu. Całość zasypałam oregano... niesamowicie pachniało. Bagietkę pokroiłam, posmarowałam masłem (dość grubo) i włożyłam do piekarnika nagranego do 200 stopni. Gdy masło się rozpuściło na każdy kawałek bagietki ułożyłam kurczaka z oregano i zapiekłam. Niestety nie miałam sera, a idealnie do tych grzanek by pasował; żółty albo mozzarella.

Całość skomponowała się idealnie. Smacznego życzę!




start

Skromnie, bo to dopiero początek. Mam nadzieję, że w końcu się rozkręcę i konkretnie wezmę się za regularne zamieszczanie nowych przepisów, moich nowych odkryć w kuchni lub w chwilach nieco gorszych mojego marudzenia...
Od czasu do czasu lubię posiedzieć w kuchni, ostatnio coraz więcej czasu tu przebywam, dlatego wpadłam na pomysł udokumentowania moich amatorskich wyczynień właśnie tutaj. Od razu muszę dodać, że to nie pierwsza próba, przyznaję się, że wcześniej kilkakrotnie mi to nie wychodziło... (eh to jest właśnie mój słomiany zapał) ale tym razem będzie inaczej, tym razem na pewno będzie inaczej :)